Nie ma co kryć, łatwo nie jest. Od trzech miesięcy, od kiedy pracuję wywalone jest wszystko do góry nogami. W naszym mieszkaniu totalna sodoma i gomora, trzeba uważać aby się do czegoś nie przykleić, obiadu nie ma, bo wszyscy jemy poza domem. Zabawek już nawet nie sprzątam, tylko delikatnie je podgarniam do kąta, łóżek nie ścielę bo wychodzimy rano a wracamy wieczorem istny bajzel!
Może tak strasznie nie jest, jak to przedstawiłam, w miarę możliwości i chęci trochę bałagan ogarniam. Wszystkie domowe czynności typu: pranie, sprzątanie, gotowanie muszę robić albo rano przed pracą, albo w nocy kiedy chłopcy już śpią. Przekonałam się, że grunt to dobra organizacja, ale czasu dla siebie nie mam już zupełnie. Nie biegałam już od trzech miesięcy, również już teraz nie ćwiczę. Ze łzami w oczach, bezradnie patrzę jak rośnie mi wałek na brzuchu i cellulit na tyłku. A gdy jestem w sklepie teściowa podrzuca mi pączki, ciastka i drożdżowe buły.
Często gdy siadam wieczorem do komputera już nie mam siły aby sklecić kilka mądrych zdań i pisanie bloga również sobie odpuszczam. Zresztą, często zasypiam z chłopakami usypiając ich, a wtedy to już po wieczorze.
Gdy wracam z pracy chcę zrekompensować chłopakom czas który spędzili beze mnie. Zostawiam często wtedy wszystkie domowe czynności i idziemy do biblioteki albo na dwór. Ale nie raz zdarza się tak, że wracam zmęczona, zła, głodna i włączam chłopakom bajki. I myślę że nie raz pracująca mama się z tym spotkała. Staram się jak najczęściej wynagrodzić im stracony czas, tym bardziej że bardzo za nimi tęsknię, ale nie zawsze jestem w stanie.
Cała ta nowa sytuacja nauczyła mnie doceniać weekendy, które teraz kocham bardziej niż zwykle. Pomimo tego że w soboty też często pracuję, to jednak szybko zleci i półtora dnia mam tylko dla rodziny! No właśnie, dzisiaj sobota, hurra!!!
sobota, 27 września 2014
wtorek, 9 września 2014
Absolwent i do tego trzyletni
Ważny etap się zakończył w życiu mojego starszego synka. Filipek ukończył żłobek. Dużo psioczyłam na żłobek ze względu na te jego ciągłe choroby, ale gdy zostawiłam go tam ostatni raz i jechałam do pracy było mi trochę szkoda. Wspominałam sobie ten miniony rok. Filipek bardzo chętnie chodził do żłobka, nauczył się samodzielności, pięknie śpiewa i maluje, odróżnia kolory i kształty. Jest bardzo otwarty, bystry, bardzo ładnie bawi się z innymi dziećmi, a i nie raz w piaskownicy zwrócił uwagę starszakowi.
Dzięki temu że uczęszczał do żłobka nie miał żadnych problemów z adaptacją w przedszkolu. Pierwszego dnia trochę się wystraszył bo przed salą było gwarno, dużo ludzi i inne płaczące dzieci. On sam nie płakał, poszedł do przedszkola świadomy. Wiedział że jest już duży, a duże dzieci chodzą do przedszkola, do nowych Pań, nowych dzieci i nowych zabawek, tylko takie dzidziusie jak Olaf chodzą do żłobka. Już po pierwszym dniu powiedział że było "supel", i że tam właśnie chce chodzić. W kolejnych dniach rano, już nas tylko poganiał "jus, jus? Mogę jus iść do nowych dzieci?"
A wczoraj miało miejsce następne bardzo ważne wydarzenie w naszym życiu. Otóż Filip skończył 3 latka! Od kilku dni Filip mówił do mnie "mamo daj mąkę, będę robił tort", a zapytany ile ma teraz lat mówi "wsystkie".
Ehh, trzylatek... Nigdy nie przeżywałam tak swoich urodzin, jak przeżywam urodziny swoich dzieci. Cofam się pamięcią do dnia porodów, do pierwszych chwil, dni spędzonych z nimi. Pamiętam jak spacerowałam z malutkim Filipkiem w słoneczne, jesienne dni. Pamiętam tę euforię w rodzinie, w końcu dziadkom urodził się pierwszy wnuk. I nasz strach, jak to teraz będzie? Do tej pory ze śmiechem wspominamy jak z czterodniowym Filipem pojechaliśmy na izbę przyjęć do szpitala bo płakał. Pani doktor spytała się nas czy to nasze pierwsze dziecko? Kiwnęliśmy głowami. "Widać, przecież małe dzieci płaczą"- odpowiedziała z przekąsem. Piękne chwile, chce je pamiętać jak najdłużej. Moje maluszki rosną i ich urodziny są dla mnie dniami szczególnymi.

W tym roku nie było hucznego przyjęcia z różnych względów, mam nadzieję że mi to syn wybaczy. Ale najbliżsi nie zapomnieli o Filipku. Nawet do snu wczoraj Filip sobie śpiewał "sto lat, sto lat".
Sto lat, a nawet dłużej w szczęściu i w miłości życzymy Ci Synku. Pamiętaj że naszym szczęściem i miłością jesteś Ty i Olaf!!!
Dzięki temu że uczęszczał do żłobka nie miał żadnych problemów z adaptacją w przedszkolu. Pierwszego dnia trochę się wystraszył bo przed salą było gwarno, dużo ludzi i inne płaczące dzieci. On sam nie płakał, poszedł do przedszkola świadomy. Wiedział że jest już duży, a duże dzieci chodzą do przedszkola, do nowych Pań, nowych dzieci i nowych zabawek, tylko takie dzidziusie jak Olaf chodzą do żłobka. Już po pierwszym dniu powiedział że było "supel", i że tam właśnie chce chodzić. W kolejnych dniach rano, już nas tylko poganiał "jus, jus? Mogę jus iść do nowych dzieci?"
A wczoraj miało miejsce następne bardzo ważne wydarzenie w naszym życiu. Otóż Filip skończył 3 latka! Od kilku dni Filip mówił do mnie "mamo daj mąkę, będę robił tort", a zapytany ile ma teraz lat mówi "wsystkie".
Ehh, trzylatek... Nigdy nie przeżywałam tak swoich urodzin, jak przeżywam urodziny swoich dzieci. Cofam się pamięcią do dnia porodów, do pierwszych chwil, dni spędzonych z nimi. Pamiętam jak spacerowałam z malutkim Filipkiem w słoneczne, jesienne dni. Pamiętam tę euforię w rodzinie, w końcu dziadkom urodził się pierwszy wnuk. I nasz strach, jak to teraz będzie? Do tej pory ze śmiechem wspominamy jak z czterodniowym Filipem pojechaliśmy na izbę przyjęć do szpitala bo płakał. Pani doktor spytała się nas czy to nasze pierwsze dziecko? Kiwnęliśmy głowami. "Widać, przecież małe dzieci płaczą"- odpowiedziała z przekąsem. Piękne chwile, chce je pamiętać jak najdłużej. Moje maluszki rosną i ich urodziny są dla mnie dniami szczególnymi.

W tym roku nie było hucznego przyjęcia z różnych względów, mam nadzieję że mi to syn wybaczy. Ale najbliżsi nie zapomnieli o Filipku. Nawet do snu wczoraj Filip sobie śpiewał "sto lat, sto lat".
Sto lat, a nawet dłużej w szczęściu i w miłości życzymy Ci Synku. Pamiętaj że naszym szczęściem i miłością jesteś Ty i Olaf!!!
czwartek, 28 sierpnia 2014
"Bo nie ma dżemu!"
Czy to ja pisałam ostatnio że nie mogę się doczekać kiedy mój straszy syn będzie o wszystko pytał, a ja będę mu odpowiadać, zaspakajać jego ciekawość? Cofam to! Już nie chcę, a raczej chcę aby okres "a dlaczego?" w moim przypadku "cemu?" szybko minął, bo nie wytrzymam tego nerwowo.
Wyobrażałam sobie że będzie pytał i chociaż wysłuchiwał odpowiedzi, albo że będzie pytał bo go coś interesuje, albo że będzie zadawał jakieś w miarę mądre pytania. Myliłam się. Kto wie, może jeszcze przyjdzie na to czas ale jak narazie, cokolwiek nie powiem, kiedykolwiek nie powiem jest "cemu?" Nawet gdy czytam mu bajki, biorę oddech, on już pyta "cemu?"
Nie raz jestem zła na siebie, że jestem za mało cierpliwa, że obiecywałam sobie zawsze że będę tłumaczyła jak dorosłemu. W końcu jest ciekawy otaczającego go świata, ale cokolwiek się młokosowi nie odpowie jest ponowne "cemu?" i znowu "cemu?".
"A bo nie ma dżemu!"
"Cemu?"
"Bo śliwki robaczywki!"
"Cemu?"
"Bo robaczki wpier..czki!"
Wyobrażałam sobie że będzie pytał i chociaż wysłuchiwał odpowiedzi, albo że będzie pytał bo go coś interesuje, albo że będzie zadawał jakieś w miarę mądre pytania. Myliłam się. Kto wie, może jeszcze przyjdzie na to czas ale jak narazie, cokolwiek nie powiem, kiedykolwiek nie powiem jest "cemu?" Nawet gdy czytam mu bajki, biorę oddech, on już pyta "cemu?"
Nie raz jestem zła na siebie, że jestem za mało cierpliwa, że obiecywałam sobie zawsze że będę tłumaczyła jak dorosłemu. W końcu jest ciekawy otaczającego go świata, ale cokolwiek się młokosowi nie odpowie jest ponowne "cemu?" i znowu "cemu?".
"A bo nie ma dżemu!"
"Cemu?"
"Bo śliwki robaczywki!"
"Cemu?"
"Bo robaczki wpier..czki!"
wtorek, 26 sierpnia 2014
Fajny świat iluzji
| Taki mój silny syn! |
Ale natrafił się jeden sierpniowy, świąteczny, słoneczny dzień, który postanowiliśmy wykorzystać aby wybrać się z dzieciakami na wycieczkę.
"Farma iluzji" to był nasz cel. Miejsce, od jakiegoś czasu polecane sobie przez mamy na placach zabaw i lubiane na facebooku. I uprzedzam że to nie jest teks sponsorowany ale będą generalnie same zalety tego miejsca bo nie da się inaczej.
Park rozrywki tematyczny, skupia się na iluzji i magii, ale nie tylko. Są zwierzęta, spływy kajakowe, tratwy, dmuchane zamki, karuzele. Każdy znajdzie coś dla siebie. My nie widzieliśmy niestety połowy atrakcji, ponieważ tego dnia było ogromnie dużo ludzie, ogromnie! Co spowodowało ogromne kolejki. Kolejki do wszystkiego: do budki z lodami, do toalety, do restauracji i do zobaczenia czegokolwiek. Naszym małym młodzieńcom nie dało się wytłumaczyć że trzeba czekać, więc po prostu rezygnowaliśmy. Na nasze nieszczęście (moje i Michała) dmuchane zamki były bezpłatne bez limitu czasowego, więc pół dnia przy nich staliśmy pilnując skaczącego Filipa i Olafa. Ale stwierdziliśmy że jesteśmy tu dla nich, więc niech się chłopaki bawią gdzie im najlepiej, a my to jakoś przeżyjemy.
Fajne to miejsce, ciekawie zrobione. Bardzo dużo fajnych rzeczy na niedużym terenie, a ponad to "nafaszerowane" różnymi ciekawostkami, tablicami, przebierańcami.
Bardzo duża frekwencja tego dnia ujawniła niestety takie minusy jak jedna restauracja, budka z lodami czy toaleta do której nie łatwo się było dostać. Jedynie do wyjścia nie było kolejki. Ale Panie z obsługi mówił że w "normalne" weekendy jest o wiele spokojniej.
Poniżej fotorelacja z tego zwariowanego dnia. Uwaga, dużo zdjęć!
| "Mówię Ci mamo, nie idź tą drogą" |
| WTF? |
| Jedno dziecko na rękach, drugie w zasięgu wzroku |
| Szczęśliwy bębniarz |
| Chłopaki wyżywają się, chyba się w taki zaopatrzę |
| ...pchełka moja |
| Olo mój... |
| Nie było końca |
| Męskie atrakcje |
| Filip dał się umalować... |
| ...a w tym czasie Olaf zabierał innym dzieciom kredki. |
| Do tej pory mówi że był "fajek fek" |
| Musiałam to uwiecznić... |
| ...Olaf je!!!! |
| Filipa jak zwykle trzeba karmić |
| Budowali... |
| i burzyli |
| Niedźwiedź i Sowa |
| "Makin"... |
| ...i ulubiony Tomek |
| Tak się Matka z dziećmi wozi |
| "PROSIMY NIE WCHODZIĆ NA KRZESŁA" |
| Poza nr 16 |
| Kto ma chęć na Filipową głowę? |
| Ja, ja chcę! |
środa, 20 sierpnia 2014
Chłopaki - żłobiaki
Długo myślałam, zrobić to czy nie?! Pełna doświadczeń z chorobami Filipa, twierdziłam że w przypadku Olafka, jeśli nie będę musiała, nie zrobię tego. Do ostatniej chwili się wahałam ale stało się... Olaf poszedł do żłobka. Mam w domu dwóch żłobkowiczów. Dwóch znowu chorych. Znowu pod opieką Niani.
Nadal się zastanawiam czy to nie był durny pomysł z posyłaniem Olafka do żłobka, skoro niedługo się wyprowadzamy. Niby niedaleko, ale nie wiem czy będzie nam się chciało jego jedynego wozić do żłoba 20 km w jedną stronę. Pewnie nie. Ale moja ciekawość jak Olafko przyjmie na klatę żłobek była większa.
Generalnie chciałam aby doświadczył czegoś nowego, uczył się bawić w grupie, żeby zaczął jeść. Ekonomiczny punkt całej tej sytuacji też jest bardzo ważny. Nasza Niania jest bardzo sympatyczna, ale jednak żłobek jest po prostu sto razy tańszy. A i bardzo wygodnie jest dwóch moich młokosów zawieść w jedno miejsce i obu ich z stamtąd odebrać. Tym bardziej że Matka pracująca, zabiegana, zmęczona...
Olafek był w żłobku dopiero cztery dni, bo poza tym jest cały czas zasmarkany. Nową sytuację zniósł w miarę dobrze. Płacze jak Pani go zabiera do sali, ale zaraz się uspokaja. Bardzo szybko się czymś interesuje i zapomina. Dużo śpi, czasami płacze, każe się nosić na rękach i prawie wcale nie je.
Ja sama do całej sytuacji podeszłam o wiele spokojniej niżeli to było z Filipem. Płacze również w domu, nie je również w domu, cały czas wymusza noszenie na rękach również w domu. Więc jego zachowanie w żłobku jest normalne. Były dzieci w grupie Olafka które wiszczały, płakały i histeryzowały przez kilka pierwszych dni. U nas było w miarę normalnie. Co nie oznacza że gdy zostawiam go tam to się nie martwię. Martwię się i to bardzo, zawsze gdy nie ma przy mnie Filipa i Olafka to się martwię. Po pracy lecę po nich jak na skrzydłach i przez resztę dnia chodź padnięta, nie mogę się nimi nacieszyć!
czwartek, 31 lipca 2014
Jeśli zmiany, to tylko na lepsze
I u nas szykuje się wiele zmian. Zmiany w całej rodzinie i u każdego z osobna. Ale jak powiedziała nasza bardzo dobra znajoma "jeśli zmiany, to tylko na lepsze" i w całości się z nią zgadzam. A więc zacznijmy odemnie. Wróciła Matka do pracy. Na naszym wschodzie nie lekko jest z pracą, można szukać jak wiatru w polu, dlatego postanowiliśmy wspólnie z mężem zaryzykować i sobie to miejsce pracy stworzyć. Korzystając z okazji że Michał pracował kiedyś w branży odzieżowej, postanowiliśmy spróbować i my. Otworzyliśmy sklep używaną odzieżą. Okazuje się, że doba robi się za krótka, pracy dużo, nie raz zarywamy noce a obowiązki przy dzieciach wciąż te same, ale jak narazie jesteśmy zadowoleni.
W związku z tym że pracuję Olafek został pod opieką Niani. Bałam się jak zniesie rozłąkę ze mną bo straszna z niego pijawka, ale poradził i on. Filip chodzi do żłobka, ale od września już będzie przedszkolakiem. I z racji tego że się wkrótce przeprowadzamy będzie to przedszkole w innej miejscowości. No właśnie, przeprowadzamy się. Do pięknego, dużego domu z wielkim podwórkiem. Życzyliśmy sobie tej przeprowadzki składając noworoczne życzenia. Ziściło się. Będzie sypialnia dla rodziców z wygodnym łóżkiem (wreszcie!), pokój dla chłopaków, łazienka z dużą wanną (do tej pory mieliśmy jedynie brodzik), kuchnia ze zmywarką, kominek... Długo na to czekaliśmy, ciężko pracowaliśmy... Z drugiej strony, wyprowadzimy się z mojego ukochanego mieszkania. Będę tęsknić za nim. To już 10 lat jak tu mieszkam (z przerwą na wyjazd do Anglii). Będę tęsknić również za moim osiedlem, tutaj kiedy nie wyjdę z dziećmi, zawsze jest z kim porozmawiać, zostawimy tu kilka fajnych, zaprzyjaźnionych mam. Ale jeśli zmiany to tylko na lepsze!
W związku z tym że pracuję Olafek został pod opieką Niani. Bałam się jak zniesie rozłąkę ze mną bo straszna z niego pijawka, ale poradził i on. Filip chodzi do żłobka, ale od września już będzie przedszkolakiem. I z racji tego że się wkrótce przeprowadzamy będzie to przedszkole w innej miejscowości. No właśnie, przeprowadzamy się. Do pięknego, dużego domu z wielkim podwórkiem. Życzyliśmy sobie tej przeprowadzki składając noworoczne życzenia. Ziściło się. Będzie sypialnia dla rodziców z wygodnym łóżkiem (wreszcie!), pokój dla chłopaków, łazienka z dużą wanną (do tej pory mieliśmy jedynie brodzik), kuchnia ze zmywarką, kominek... Długo na to czekaliśmy, ciężko pracowaliśmy... Z drugiej strony, wyprowadzimy się z mojego ukochanego mieszkania. Będę tęsknić za nim. To już 10 lat jak tu mieszkam (z przerwą na wyjazd do Anglii). Będę tęsknić również za moim osiedlem, tutaj kiedy nie wyjdę z dziećmi, zawsze jest z kim porozmawiać, zostawimy tu kilka fajnych, zaprzyjaźnionych mam. Ale jeśli zmiany to tylko na lepsze!
wtorek, 15 lipca 2014
Mówiący Syn Pierwszy
Jeszcze nie tak niedawno, bodajże w lutym pisałam o słabej mowie Filipka. Mówił wtedy tylko kilka wyrazów i to po swojemu. Teraz nawija jak nakręcony. Buzia mu się nie zamyka i z każdym dniem mówi coraz więcej. Jego mowa staje się coraz bardziej wyraźna, bogatsza w nowe słowa i prawidłowa gramatycznie. Moje dziecko niesamowicie mnie zaskakuje. Zdarza się nawet że czasami jak coś powie, nowego czy śmiesznego, odwracam się rechoczę sama do siebie, poważnieję i dopiero mu odpowiadam.
Filip potrafi mi już coś opowiedzieć, nie raz jeszcze się przytnie bo brakuje mu słów, ale ogół sytuacji przedstawi. Zdarza mu się również gadać do siebie podczas zabawy.
Na przykład, któregoś ranka stał przy oknie i tak sobie nawijał: "Fiłyp spał. Fiłyp obudził. Ptaszek tes obudził. Sonecko świeci. Tato tes obudził. Fiłyp obudził tate, z mamą, razem."
Potrafię nawiązać z nim prawdziwą "dorosłą" rozmowę gdzie ja pytam, on odpowiada lub odwrotnie. Potrafi mi też opowiedzieć co było w żłobku, najczęściej jest to "Mamo, nie biłem Ksawerego klockami" albo "Mamo biłem Ksawerego klockami"
Zdarza mu się zwrócić mi uwagę np:
"Mamo, nie słuchasz Fiłypa!"
"Mamo dugo ogladasz, teraz Fiłyp, włącz miniminipluspeel"
albo ostatnia nasza rozmowa w samochodzie:
Śpiewaliśy cos sobie podczas powrotu od babci i wystukiwałam rytm stukając ręką o kierownicę.
"Mamo, nie tukaj, kierownica pęknie" - mówi Filip
"Nie pęknie" - odpowiedziałam i stukałam dalej
"Mamo nie tukaj, kierownica pęknie!!!" - niemal na mnie krzyknął
"Dobrze, dobrze, przepraszam" - odpowiedziałam
"Mamo nie rób tego więcej!... I słuchaj Filipa! Mamo, niegrzeczny jesteś!
Ale potrafi również powiedzieć mi coś miłego:
"Fiłyp kocha mame, tate tes, Olafka tes, Pejka tes, Ciocie Anie tes, Jomka tes, Kinge tes...
albo
"Mamo, ładny jesteś..."
Filip potrafi mi już coś opowiedzieć, nie raz jeszcze się przytnie bo brakuje mu słów, ale ogół sytuacji przedstawi. Zdarza mu się również gadać do siebie podczas zabawy.
Na przykład, któregoś ranka stał przy oknie i tak sobie nawijał: "Fiłyp spał. Fiłyp obudził. Ptaszek tes obudził. Sonecko świeci. Tato tes obudził. Fiłyp obudził tate, z mamą, razem."
Potrafię nawiązać z nim prawdziwą "dorosłą" rozmowę gdzie ja pytam, on odpowiada lub odwrotnie. Potrafi mi też opowiedzieć co było w żłobku, najczęściej jest to "Mamo, nie biłem Ksawerego klockami" albo "Mamo biłem Ksawerego klockami"
Zdarza mu się zwrócić mi uwagę np:
"Mamo, nie słuchasz Fiłypa!"
"Mamo dugo ogladasz, teraz Fiłyp, włącz miniminipluspeel"
albo ostatnia nasza rozmowa w samochodzie:
Śpiewaliśy cos sobie podczas powrotu od babci i wystukiwałam rytm stukając ręką o kierownicę.
"Mamo, nie tukaj, kierownica pęknie" - mówi Filip
"Nie pęknie" - odpowiedziałam i stukałam dalej
"Mamo nie tukaj, kierownica pęknie!!!" - niemal na mnie krzyknął
"Dobrze, dobrze, przepraszam" - odpowiedziałam
"Mamo nie rób tego więcej!... I słuchaj Filipa! Mamo, niegrzeczny jesteś!
Ale potrafi również powiedzieć mi coś miłego:
"Fiłyp kocha mame, tate tes, Olafka tes, Pejka tes, Ciocie Anie tes, Jomka tes, Kinge tes...
albo
"Mamo, ładny jesteś..."
Subskrybuj:
Posty (Atom)

