I u nas szykuje się wiele zmian. Zmiany w całej rodzinie i u każdego z osobna. Ale jak powiedziała nasza bardzo dobra znajoma "jeśli zmiany, to tylko na lepsze" i w całości się z nią zgadzam. A więc zacznijmy odemnie. Wróciła Matka do pracy. Na naszym wschodzie nie lekko jest z pracą, można szukać jak wiatru w polu, dlatego postanowiliśmy wspólnie z mężem zaryzykować i sobie to miejsce pracy stworzyć. Korzystając z okazji że Michał pracował kiedyś w branży odzieżowej, postanowiliśmy spróbować i my. Otworzyliśmy sklep używaną odzieżą. Okazuje się, że doba robi się za krótka, pracy dużo, nie raz zarywamy noce a obowiązki przy dzieciach wciąż te same, ale jak narazie jesteśmy zadowoleni.
W związku z tym że pracuję Olafek został pod opieką Niani. Bałam się jak zniesie rozłąkę ze mną bo straszna z niego pijawka, ale poradził i on. Filip chodzi do żłobka, ale od września już będzie przedszkolakiem. I z racji tego że się wkrótce przeprowadzamy będzie to przedszkole w innej miejscowości. No właśnie, przeprowadzamy się. Do pięknego, dużego domu z wielkim podwórkiem. Życzyliśmy sobie tej przeprowadzki składając noworoczne życzenia. Ziściło się. Będzie sypialnia dla rodziców z wygodnym łóżkiem (wreszcie!), pokój dla chłopaków, łazienka z dużą wanną (do tej pory mieliśmy jedynie brodzik), kuchnia ze zmywarką, kominek... Długo na to czekaliśmy, ciężko pracowaliśmy... Z drugiej strony, wyprowadzimy się z mojego ukochanego mieszkania. Będę tęsknić za nim. To już 10 lat jak tu mieszkam (z przerwą na wyjazd do Anglii). Będę tęsknić również za moim osiedlem, tutaj kiedy nie wyjdę z dziećmi, zawsze jest z kim porozmawiać, zostawimy tu kilka fajnych, zaprzyjaźnionych mam. Ale jeśli zmiany to tylko na lepsze!
czwartek, 31 lipca 2014
wtorek, 15 lipca 2014
Mówiący Syn Pierwszy
Jeszcze nie tak niedawno, bodajże w lutym pisałam o słabej mowie Filipka. Mówił wtedy tylko kilka wyrazów i to po swojemu. Teraz nawija jak nakręcony. Buzia mu się nie zamyka i z każdym dniem mówi coraz więcej. Jego mowa staje się coraz bardziej wyraźna, bogatsza w nowe słowa i prawidłowa gramatycznie. Moje dziecko niesamowicie mnie zaskakuje. Zdarza się nawet że czasami jak coś powie, nowego czy śmiesznego, odwracam się rechoczę sama do siebie, poważnieję i dopiero mu odpowiadam.
Filip potrafi mi już coś opowiedzieć, nie raz jeszcze się przytnie bo brakuje mu słów, ale ogół sytuacji przedstawi. Zdarza mu się również gadać do siebie podczas zabawy.
Na przykład, któregoś ranka stał przy oknie i tak sobie nawijał: "Fiłyp spał. Fiłyp obudził. Ptaszek tes obudził. Sonecko świeci. Tato tes obudził. Fiłyp obudził tate, z mamą, razem."
Potrafię nawiązać z nim prawdziwą "dorosłą" rozmowę gdzie ja pytam, on odpowiada lub odwrotnie. Potrafi mi też opowiedzieć co było w żłobku, najczęściej jest to "Mamo, nie biłem Ksawerego klockami" albo "Mamo biłem Ksawerego klockami"
Zdarza mu się zwrócić mi uwagę np:
"Mamo, nie słuchasz Fiłypa!"
"Mamo dugo ogladasz, teraz Fiłyp, włącz miniminipluspeel"
albo ostatnia nasza rozmowa w samochodzie:
Śpiewaliśy cos sobie podczas powrotu od babci i wystukiwałam rytm stukając ręką o kierownicę.
"Mamo, nie tukaj, kierownica pęknie" - mówi Filip
"Nie pęknie" - odpowiedziałam i stukałam dalej
"Mamo nie tukaj, kierownica pęknie!!!" - niemal na mnie krzyknął
"Dobrze, dobrze, przepraszam" - odpowiedziałam
"Mamo nie rób tego więcej!... I słuchaj Filipa! Mamo, niegrzeczny jesteś!
Ale potrafi również powiedzieć mi coś miłego:
"Fiłyp kocha mame, tate tes, Olafka tes, Pejka tes, Ciocie Anie tes, Jomka tes, Kinge tes...
albo
"Mamo, ładny jesteś..."
Filip potrafi mi już coś opowiedzieć, nie raz jeszcze się przytnie bo brakuje mu słów, ale ogół sytuacji przedstawi. Zdarza mu się również gadać do siebie podczas zabawy.
Na przykład, któregoś ranka stał przy oknie i tak sobie nawijał: "Fiłyp spał. Fiłyp obudził. Ptaszek tes obudził. Sonecko świeci. Tato tes obudził. Fiłyp obudził tate, z mamą, razem."
Potrafię nawiązać z nim prawdziwą "dorosłą" rozmowę gdzie ja pytam, on odpowiada lub odwrotnie. Potrafi mi też opowiedzieć co było w żłobku, najczęściej jest to "Mamo, nie biłem Ksawerego klockami" albo "Mamo biłem Ksawerego klockami"
Zdarza mu się zwrócić mi uwagę np:
"Mamo, nie słuchasz Fiłypa!"
"Mamo dugo ogladasz, teraz Fiłyp, włącz miniminipluspeel"
albo ostatnia nasza rozmowa w samochodzie:
Śpiewaliśy cos sobie podczas powrotu od babci i wystukiwałam rytm stukając ręką o kierownicę.
"Mamo, nie tukaj, kierownica pęknie" - mówi Filip
"Nie pęknie" - odpowiedziałam i stukałam dalej
"Mamo nie tukaj, kierownica pęknie!!!" - niemal na mnie krzyknął
"Dobrze, dobrze, przepraszam" - odpowiedziałam
"Mamo nie rób tego więcej!... I słuchaj Filipa! Mamo, niegrzeczny jesteś!
Ale potrafi również powiedzieć mi coś miłego:
"Fiłyp kocha mame, tate tes, Olafka tes, Pejka tes, Ciocie Anie tes, Jomka tes, Kinge tes...
albo
"Mamo, ładny jesteś..."
piątek, 4 lipca 2014
Chodzący Syn Drugi
Wyobraźcie sobie, taka sytuacja: Lato, ciepło, chociaż bardzo pochmurno, ale powietrze świeże, wilgotne i pachnące. Ja spaceruję po parku, wokoło spokojnie, prawie nie ma ludzi, tylko gdzieś nieopodal trwa sesja ślubna Młodej Pary. Przyroda przepiękna, wszystko rozkwita w pełni: zielone drzewa i piękne, kolorowe kwiaty. A ja spaceruję, powoli przystępuję z nogi na nogę i ... nie niosę na rękach żadnego ze swoich synów, nie pcham żadnego rowerka czy samochodzika, mało tego nie pcham nawet wózka! Oni idą sami! Na własnych nogach, obaj! Nie koniecznie chodnikiem i nie koniecznie w kierunku w którym zmierzamy, ale idą! O ile życie staje się prostsze. I w końcu mój kręgosłup się doczekał tego dnia, gdy nie jest obciążony żadnym z dzieci. Krzyczą, piszczą, przewracają się, potem płaczą ale to nie jest ważne, ważne że idą sami!
Za słodko by było. Jednak jeszcze nie można puścić Olafka samopas, trochę trzeba go jeszcze asekurować, nie zawsze patrzy pod nogi, ale doskonali umiejętność bardzo szybko. Nie raz po prostu nie chce mu się chodzić i przykleja mi się do nóg próbując się wdrapać no i muszę go nieść. A bardzo lubi Olafek być noszony.
Olafek rozpoczął swoją przygodę z chodzeniem gdy miał rok i miesiąc (identycznie jak Filipek). Później jednak jakiś miesiąc znowu przeraczkował. Nie wiem dlaczego, może się zraził? Ale teraz chodzi już bardzo chętnie. Jeszcze tylko w mieszkaniu, w miejscach gdzie są płytki nie czuje się stabilnie ale staje się coraz odważniejszy.
W Parku powstał dla dzieci labirynt z małych drzewek. Filip ganiał się w nim już nie raz, ale tym razem i Olaf świetnie się bawił. Do tej pory ganiał się ale na matczynych rękach.
Fajnie jest mieć chodzące dzieci. Wyrastamy już powoli z okresu niemowlęcego: z pieluch, nocnego płaczu, ząbkowania. Moi synowie stają się coraz starsi. Niedługo będą przedszkolakami, potem uczniami, studentami, mężami, ojcami! Jejku, zaraz się rozbeczę...
poniedziałek, 30 czerwca 2014
Skakańce, hulańce
Fajny jest ten okres letni, wakacyjny. Organizuje się wiele imprez, festynów czy jak ja to nazywam spędów. Na każdym jest to samo: jakiś koncert, dmuchane zamki, lody, gofry, balony... nic szczególnego a jednak chodzi się na takie imprezy. W zależności od wieku, każdy chodzi na taki festyn z innych powodów. Młodzi spotykają się ze znajomymi, słuchają muzyki, starsi chodzą napić się piwka, chłopaki chodzą podrywać dziewczyny, dziewczyny chodzą aby być podrywane a matki z dziećmi chodzą dla atrakcji organizowanych właśnie dla najmłodszych.
W ten weekend były organizowane tak zwane dni naszej mieściny, gdzie chyba w każdej mniejszej miejscowości organizowane jest coś podobnego w okresie wakacyjnym. Jak mogło nas tam zabraknąć? Wózek zapakowany w polary, parasolki na wypadek deszczu, dodatkowe jedzenie, picie i portfel w pieniądze rzecz jasna!
Fajne te moje cyganiaste dzieci. Lecą do wszystkiego co jest kolorowe, wydaje odgłosy lub świeci. No, może Olaf trochę mniej ale w sumie to zrozumiałe. Filip to się już nawet za mną nie ogląda. Cieszę się bardzo że są tacy śmiali. Pamiętam, jak ja byłam mała, byłam małym dzikusem, zawsze kurczowo trzymałam się Mamy, między ludzi nie można było ze mną iść. A te moje młokosy!? Czasami aż mi niezręcznie jak na placu zabaw bawią się z innymi rodzicami.
I tym razem było podobnie. W ramach reklamy porozstawiały się różne instytucje, między innymi: biblioteka, przedszkole, gdzie organizowane były zabawy dla dzieci. Dwie godziny tam z nimi siedziałam, bo musieli wszystkiego spróbować. Super się bawili, a ja z nimi. I znowu napiszę że nie trzeba wymyślnych, drogich gier. Wystarczy piłka lub klocki, fajni ludzie i zabawa gwarantowana.
Ehh, fajne te moje chłopaki!
niedziela, 22 czerwca 2014
Stadnina koni w Janowie Podlaskim
Mamy pod nosem atrakcję turystyczną niemal światowego formatu. Na słynną aukcję koni w Janowie Podlaskim zjeżdżają się celebryci z całego świata, a jednak dla tutejszych jest to miejsce bez polotu. Według mnie miejsce ma potencjał, ale niestety jest faktycznie trochę zaniedbane. Jest prosto, swojsko, ale bez szału. Nawet w dzień powszedni nie trudno spotkać tu wycieczki czy obcokrajowców, a nie ma porządnego parkingu, restauracji czy chociaż sklepu. To wszystkie braki rekompensują piękne konie, prawdziwej krwi arabskiej, których w tym miejscu nie brakuje! Ja osobiście nie miałam nigdy zajawki na konie, zwierzę jak każde inne, ale te janowskie są naprawdę piękne.
W niedzielny poranek wybraliśmy się do stadniny na spacer.
W niedzielny poranek wybraliśmy się do stadniny na spacer.
| Komplet pod Stajnią Zegarową |
| Moja beksa oczywiście beczy |
| Koniki robią "iha, ihaaa" |
| Fifi i Ojaf w portkach od babci |
| Propozycja dla reklamodawców. Model jak malowany. Oferty pisać na maila. |
| Pierwsze lody za płoty |
piątek, 20 czerwca 2014
Do czego służy Olaf?
Takie to oto właśnie pytanie zadał mi mój starszy syn. Od jakiegoś czasu Filip coraz więcej pyta. Bardzo mnie to cieszy, bo nie mogę się doczekać tego okresu "a dlaczego?", gdy będę mogła jako mądra Matka na wszystko odpowiadać swojemu spragnionemu wiedzy dziecku. A więc zaczęło się od zwykłego "co to?" pokazując na przedmioty, które są mu doskonale znane np. widelec czy lodówka. Od kilku dni Filip zadaje pytanie "cio to siuzi?" (do czego służy), pokazując na wszystko co go otacza. Widziałam kiedyś w jakimś programie telewizyjnym aby odpowiadać na pytania dziecka prosto, adekwatnie do jego wieku. Więc nie zgłebiam się w jakieś filozoficzne wywody (a lubię) tylko odpowiadam najprościej jak potrafię. Zauważyłam że cokolwiek mu odpowiem On zawsze jest usatysfakcjonowany odpowiedzią.
Dzisiaj jednak trochę mnie zatkało jak usłyszałam "cio to siuzi Ojaf?", "Hmm, Olafek służy do tego aby być Twoim braciszkiem", mam nadzieje że nie uraziłam tym Olafka. No to pytania posypały się dalej:
"cio to siuzi Mama? - Mama służy do tego aby być Twoją Mamą
"cio to siuzi Tato?" - " Tato służy do tego aby być Twoim Tatą"
"cio to siuzi Pejek" - "Kacperek służy do tego aby się z Tobą bawić"
"cio to siuzi Ciocia Ania" - "Ciocia Ania służy do tego aby być Mamą Kacperka"
"cio to siuzi Fiłyp" - "Filipek służy do tego aby być moim kochanym syneczkiem" - " Mamo, Fiłyp kocha Mamę..."
Dzisiaj jednak trochę mnie zatkało jak usłyszałam "cio to siuzi Ojaf?", "Hmm, Olafek służy do tego aby być Twoim braciszkiem", mam nadzieje że nie uraziłam tym Olafka. No to pytania posypały się dalej:
"cio to siuzi Mama? - Mama służy do tego aby być Twoją Mamą
"cio to siuzi Tato?" - " Tato służy do tego aby być Twoim Tatą"
"cio to siuzi Pejek" - "Kacperek służy do tego aby się z Tobą bawić"
"cio to siuzi Ciocia Ania" - "Ciocia Ania służy do tego aby być Mamą Kacperka"
"cio to siuzi Fiłyp" - "Filipek służy do tego aby być moim kochanym syneczkiem" - " Mamo, Fiłyp kocha Mamę..."
środa, 18 czerwca 2014
Matka biega!
Matka ostatnimi czasy wzięła się trochę za sport. I nie tylko dla zgrabnej figury ale dla dobrej formy i ogólnie dla dobrego samopoczucia. Na marginesie mówiąc to bycie "FIT" stało się ostatnio modne. I ja się tej modzie poddałam. Pisałam już wcześniej że od roku fikam koziołki z Ewą Chodakowską, od roku też trochę biegam. Moje bieganie to czyste amatorstwo. Biegam bo lubię, bo wtedy odpoczywam, bo wtedy wytupię złości całego dnia, bo mam chwilę TYLKO dla siebie i w końcu w spokoju mogę sobie pomyśleć. Słuchawki z dobrą muzyką na uszach, wiatr we włosach, świeże powietrze, przyjemne zmęczenia... Tak! Bardzo lubię biegać. Niestety nie często to robię, ponieważ mam bardzo zapracowanego męża, którego nie ma w domu od rana do nocy, sześć dni w tygodniu i nie mam z kim zostawić dzieci. Udaje mi się biegać średnio raz na tydzień, zimą bywało jeszcze rzadziej.
Ostatnio w naszym mieście zorganizowany został już po raz trzeci Rodzinny Piknik Biegowy. Postanowiłam spróbować wystartować w biegu na 10 kilometrów aby się sprawdzić. Nie przygotowywałam się jakoś specjalnie, ot starałam się biegać trochę częściej. Pech chciał że jakiś czas temu, nie wiem czy od ćwiczeń czy od biegania, nabawiłam się kontuzji kolana. Po każdym joggingu, ból był tak niesamowity że nie mogłam spać, chodzić, funkcjonować jeszcze przez dwa dni. Nie miałam kiedy pójść do lekarza. Mimo to biegałam dalej i wystartowałam.

Bieg w maratonie różni się od tego relaksacyjnego joggingu z muzyką na uszach. Od samego początku presja, rywalizacja. Wystartowałam za szybko, zmęczyłam się, musiałam zwolnić. Wyprzedził mnie pierwszy, drugi, piętnasty, pięćdziesiąty, obracałam się tylko aby sprawdzić czy ktoś jeszcze za mną biegnie czy to ja już jestem ostatnia. Na szczęście nie byłam. Niby rodzinne bieganie a było bardzo dużo zawodowców, a takich amatorów jak ja garstka. I tym bardziej satysfakcjonuje mnie mój wynik, bo na ponad 260 osób byłam 155, w tym byłam 18 kobietą na prawie 70. Mój czas przebiegnięcia 10 km to prawie 50 min. Nieskromnie mówiąc, zadowolona jestem z siebie niesamowicie! Oczywiście przez resztę dnia i na następny leżałam z kolanem uciśniętym bandażem.
Ostatnio w naszym mieście zorganizowany został już po raz trzeci Rodzinny Piknik Biegowy. Postanowiłam spróbować wystartować w biegu na 10 kilometrów aby się sprawdzić. Nie przygotowywałam się jakoś specjalnie, ot starałam się biegać trochę częściej. Pech chciał że jakiś czas temu, nie wiem czy od ćwiczeń czy od biegania, nabawiłam się kontuzji kolana. Po każdym joggingu, ból był tak niesamowity że nie mogłam spać, chodzić, funkcjonować jeszcze przez dwa dni. Nie miałam kiedy pójść do lekarza. Mimo to biegałam dalej i wystartowałam.

Bieg w maratonie różni się od tego relaksacyjnego joggingu z muzyką na uszach. Od samego początku presja, rywalizacja. Wystartowałam za szybko, zmęczyłam się, musiałam zwolnić. Wyprzedził mnie pierwszy, drugi, piętnasty, pięćdziesiąty, obracałam się tylko aby sprawdzić czy ktoś jeszcze za mną biegnie czy to ja już jestem ostatnia. Na szczęście nie byłam. Niby rodzinne bieganie a było bardzo dużo zawodowców, a takich amatorów jak ja garstka. I tym bardziej satysfakcjonuje mnie mój wynik, bo na ponad 260 osób byłam 155, w tym byłam 18 kobietą na prawie 70. Mój czas przebiegnięcia 10 km to prawie 50 min. Nieskromnie mówiąc, zadowolona jestem z siebie niesamowicie! Oczywiście przez resztę dnia i na następny leżałam z kolanem uciśniętym bandażem.
| Tuż przed startem |
| Mój doping |
| Daliśmy radę! |
| Za rok startujemy razem, Filip w biegu dla dzieci a Matka pobije swój rekord |
| Olo wystartuje za dwa lata, ale medal ma już w tym roku. |
Subskrybuj:
Posty (Atom)